Wolvex


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Wąwóz
Autor Wiadomość
Blue
Uzdrowiciel



SAMICA
: Dorosły
: Wody
: 100 pkt.
: 80 pkt.
: 85%
: Nie
: 50R
: torba z lekarstwami przewieszona przez grzbiet
Posty: 616
Wysłany: 2016-04-01, 17:39   

Całe zebrane towarzystwo mogło zobaczyć jak most całkowicie runął. Nie było powrotu. Zaczęli podróż i będą musieli ją skończyć.. cali albo i nie.

Kamael nie dał po sobie poznać, że przejął się tym wydarzeniem. O ile się przejął.. Gdy już wszyscy bezpiecznie dotarli na drugą stronę mostu, cicho westchnął i ruszył przed siebie. Rzucając tylko wzrok na Blue, by była czujna.

Jej mięśnie były spięte, a wzrok wytężony. Woda zaczęła poruszać się nerwowo dookoła niej. Wstrzymała oddech, gdy Havoc zaczął spadać z Samotnikiem. Jednak jak można było się spodziewać po Alfie Mrocznych - poradził sobie. Przez chwilę myślała, że zabije czaszkogłowego. Na szczęście tak się nie stało. Była z niego dumna, lecz nie pokazała niczego po sobie. Nawet na niego nie spojrzała. Uśmiechnęła się pod nosem i rozluźniła mięśnie, a woda sama z siebie zaczęła znikać. Blue nastawiła swoje radary i patrzyła jak zachowuje się jej ciecz. Coś było nie tak. Jednak nie skomentowała tego faktu. Zostawiła to dla siebie. Być może ten most chwilowo ją wycieńczył. Kiedy zobaczyła, że już wszyscy są bezpieczni (jeżeli tak można powiedzieć), odwróciła się na łapach i podbiegła do swojej Alfy. Mimo wszystko powiedziała już rzecz oczywistą:
- Musimy być czujni. - szepnęła, by nikt nie słyszał. Wyprostowała się i szła stanowczo przed siebie. Kiedy znaleźli się w wielkim wąwozie, wzięła głęboki oddech. Nie dobrze jest być otoczonym z dwóch stron i nie mieć drogi ucieczki. Obserwowała bacznie każdy element tej ziemi.

Gdy tylko wszystkie osobniki zawitały na nowych terenach, a dokładnie pojawiły się w samym środku, ogromniastego wąwozu, stało się coś dziwnego. Wszystko było takie... normalne. Wąwóz jak wąwóz. Nic ciekawego, chyba, że ktoś lubi takie widoki.
Wilki szły bardzo długo przez duszny i suchy teren.

* * *

Nie wiadomo kiedy, ziemia zaczęła drżeć i pojawił się hałas. Dobiegał on z daleka. Echo tak roznosiło się po wąwozie, że ciężko było określić kierunek hałasu. Nagle zza zakrętu uderzyła ogromna fala wody! Zmiatała wszystko z powierzchni, co stało jej na drodze. A co gorsze, była coraz bliżej wyprawy!


Kamael uśmiechnął się pod nosem i kiwnął do Blue. Szybko podbiegł do przodu i stanął na dwóch łapach. Chciał powstrzymać wielką falę. W końcu ma wystarczająco dużo siły.

Wilczycy serce zabiło szybciej, gdy ziemia zaczęła się poruszać i do jej radarów dobiegł hałas. Jednak gdy wielka fala wyleciała z przodu, spojrzała na Alfę i wiedziała co robić. Fala wody - co to dla nich. Wybiegła na przód, krzycząc do reszty:
- Cofnijcie się do tyłu!! - teraz stała u boku Kamaela. Walnęła z całej siły łapami o ziemię, by spowodować cofnięcie się wody.
_________________
Blue

As a child, you would wait, and watch from far away
But you always knew that you'd be the one
To work while they all play. In youth, you'd lay,
awake at night and scheme..

Nazywam się Blue.
Uwielbiam niebieski kolor (ale to już chyba dało wam się we znaki).
Należę do Watahy Wody, ponieważ władam nad tym żywiołem. Chcę służyć tylko jej. Na zawsze..
Uwielbiam pomagać innym, dlatego też wyszkoliłam się na stanowisko, które umożliwia mi to.
Jestem Uzdrowicielem. Jeżeli potrzebujesz pomocy śmiało przybądź do mnie.
Rodzina jest moją podporą w każdych chwilach... lecz:
= rodzice odeszli, gdy byłam nastolatką, brakuje mi ich to oczywiste.
= jestem jedynaczką.
= Pozostali bliscy zniknęła z mej pamięci, podobnie jak ptaki odlatują i często nie wracają.
Aktualnie nie mam partnera, nie znalazłam jeszcze swojego księcia.
Przyjaciele mają moje zaufanie i są tego świadomi.
Posiadam tylko ważne dla mnie rzeczy i myśli:
~ opaska na łapie

Zastrzeżone:


zastrzegam postać Anuriti

..of all the things that you would change
But it was just a dream. The time will come
When you will have to rise above the best and prove yourself
Your spirit never dies.





 
 
Ghassul Rhyathack
Samotnik



SAMIEC
: Dorosły
: Samotnik
: 92
: 20
: 100%
: ? & ?
: Nie dotyczy
: 45R
Posty: 249
Wysłany: 2016-04-07, 17:05   

Rzeczywiście, szarżujący w moją stronę Havoc nie wróżył niczego dobrego dla tej sytuacji. Rozważałem nawet zwolnienie uścisku co by w przepaść rzucić się dobrowolnie i nie dać mu tej satysfakcji, ale ostatecznie... Hej, nie chciałem umierać. Naprawdę nie chciałem umierać. Przymknąłem więc delikatnie powieki gdy alabastrowe zębiska samca błysnęły mi groźnie przed oczami krzywiąc lekko wargi w grymasie bólu, gdy zacisnęły się mocno na mym karku. Potem jakby... Lewitowałem? Właściwie byłem przekonany, że spadam w przepaść, niemniej fakt, że jakoś zaskakująco szybko grzmotnąłem mordą w podłoże sprawił, że nabrałem pewnych... podejrzeń. Brawo ja. Otworzyłem więc wreszcie swe srebrzyste ślipia i mrugając przez chwilę namiętnie powiekami spojrzałem po mordach sterczących nade mną wilków.
- To chyba oznacza, że jednak nie spadłem? - z tym inteligentnym akcentem pozbierałem się wreszcie z ziemi i otrząsnąłem wygniecione futro. Skrzywiłem się mimowolnie czując rwący ból w okolicy karku, a następnie poprawiłem łapą delikatnie obsuniętą czaszkę i obejrzałem się przez bark na przechodzącego obok Havoca. To w sumie całkiem zabawne bo był ostatnią osobą, którą w całej naszej grupie podejrzewałbym o to, że bezinteresownie udzieli mi pomocy. Od początku krzywo na mnie patrzył, ewidentnie przeszkadzała mu moja obecność. Nie, nie podziękowałem. I tak mnie już minął i wyszedł na prowadzenie. Sam obejrzałem się za siebie by raz jeszcze spojrzeć na drugą stronę przepaści, a następnie westchnąłem bezgłośnie i nieco pokracznie ze względu na pokaleczone łapy (które baj de łej przez jakiś czas pozostawiały za sobą krwawe ślady) podążyłem powoli za grupą. Niestety nie było już odwrotu, a coraz mniej podobało mi się podróżowanie w tak aspołecznym, apatycznym, całkowicie pozbawionym empatii towarzystwie. Ewidentnie byłem tutaj czarną owcą, piątym kołem od wozu. I nie, nie czułem się z tym dobrze. Kroczyłem więc samotnie, na samym końcu orszaku z lekko obniżonym łbem i rozstawionymi minimalnie na boki uszami. Od czasu do czasu uniosłem pysk coby rozejrzeć się wokół i skontrolować sytuację, potem znów go opuszczałem starając się nie pozostawać za bardzo w tyle. Coś mnie jednak zatrzymało.
- Ziemia drży... - mruknąłem pod nosem, prawdopodobnie bardziej do siebie niżeli do grupy. Wtedy też po wąwozie rozległ się charakterystyczny szum, a gdy uniosłem łeb i wyjrzałem zza grzbietów równie zaaferowanych wilków dostrzegłem nadciągającą w naszą stronę potężną falę. Instynktownie rozejrzałem się wokół za ewentualną drogą ucieczki, było tu jednak zbyt stromo by gdziekolwiek się wspiąć.
- Wolałem chyba roztrzaskać sobie łeb na dnie tej cholernej przepaści... - pomarudziłem pod nosem i uwaga... USIADŁEM. Tak po prostu. Gdzieś z tyłu, dość daleko od grupy. I tak nie byłem w stanie nic zrobić, więc albo z żywiołem poradzą sobie Wodniści, albo po prostu wszystkich nas zmiecie. Jedną z łap uniosłem ku górze kładąc ją na czaszce, podważyłem ją nawet lekko pazurami jak gdybym szykował się do jej ściągnięcia.
_________________


= Ghassul Rhyathack =
Ciemnoszara Materia, Władca Kruków, Zrodzony z Chaosu.


Nothing like a tyrant's gratitude, his Highness knows the words unspoken,
His Highness knows crash you cry, his silence may seem pretty chilling,
His violence may seem awfully cold. When you belch your little truth,

Nothing like a tyrant's gratitude

"Spare me the night trampled upon by submission, a mask
within one's own inhibition where the only prohibition is love."
_____________________________ ~ ubogim w uczucia

"Składani w ofierze przez własne podejrzenia"
______ ~ he wants to make a show of you


Zastrzeżone: [x] [x] [x] [x] [x] + postać Zahkiin autorstwa Zahkiin.

Lilah napisał/a:
nie wytykaj języka bo Ci Ghassul nasika
 
 
Hav
Samiec Alfa



SAMIEC
: Dorosły
: Mroku
: 100pkt.
: 100pkt.
: 100%
: Vendoraus i Nefarist
: Sumitha, Raspberry - siostry.
: Nie dotyczy
: 13R.
Posty: 1077
Wysłany: 2016-04-11, 18:23   
   Multikonta: Tempest, Lex, Grand


Havoc niewzruszony wciąż szedł przed siebie narzucając grupie dosyć szybkie tempo. Nie obchodziła go panująca tu nieprzyjemna atmosfera, nie chciał po prostu marnować czasu. Wysłuchawszy słów Lilah wypuścił głośno powietrze, ale nawet nie raczył na nią spojrzeć. Kto wie, może miała racje? Hav sam do końca nie wiedział czy zrobił to dla niej, dla samotnika czy dla samego siebie. W każdym razie nie miał wyrzutów, nigdy ich nie ma. Skoro tak postąpił, oznaczało to, że było to słuszne posunięcie.
Gdy wkroczyli do wąwozu nawet nie zwolnił, a wręcz przeciwnie. Poczuł nagłą suchość i jak chyba każdy czuł, że panujący tu spokój to tylko cisza przed burzą. Nie mylił się, gdy ziemia zaczęła drżeć zatrzymał się i spojrzał przed siebie mrużąc złowrogo ślepia. Nagle ich oczom ukazało się nadciągające tsunami. Odruchowo zrobił kilka kroków do tyłu, ale każdy chyba wiedział, że tutaj nie ma drogi ucieczki. Kamael z Blue wybiegli na przód, ale to byłoby za proste. Tak jak sądził woda ich nie posłuchała. Jeśli czegoś zaraz nie zrobią - zginą.
- Nesterze, stwórzcie przed nami najpotężniejszą skałę jaką tylko potraficie. - o dziwo głos Havoca był w miarę spokojny, jakby miał jakiś plan. Skała ich nie uratuje, ale na pewno przejmie na siebie uderzenie fali, którego mogliby nie wytrzymać.
Zrobił jeszcze kilka kroków do tyłu, żeby mniej więcej znaleźć się po środku wszystkich wilków. Rozstawił szeroko i stabilnie łapy a po chwili skinął pyskiem do Alex i Seta, żeby mu pomogli. Znów spojrzał przed siebie, wiedział że może nie dać rady, ale nie było czasu. Zamknął ślepia i nagle dookoła wilków zaczął tworzyć się cień. Czarne ściany zaczęły zamykać się na górze jak i pod ich łapami tworząc półkole. Wilki były oddalone od siebie, więc było całkiem spore. Nie miał sił na coś tak dużego, więc po chwili cieniste półkole zaczęło się zmniejszać. Wszyscy znaleźli się całkiem blisko siebie. Havoc miał nadzieje, że wytrzymają.
Jedno było pewne - niebawem zabraknie im tlenu.
_________________
Zastrzegam:

+ I II
PEŁNY WYGLĄD
I oto stoi przed tobą postać tajemnicza, zarówno władcza jak i groźna, owszem to właśnie Havoc, znany też jako Pan i Władca Mroku.


Havoc
    Ziejąc ogniem w sens istnienia
    pędzą wściekle zastępy słońc
    zostawiając za sobą puste lochy
    w których gasną samotne pragnienia
    wszystkie spóźnione, spełnione i niespełnione sny
Ranga: Bo każdy ma jakiś cel, który chce osiągnąć za wszelką cenę.
    PIERWSZY SAMIEC ALFA
Partnerka: Tyś jedna jedyna, niepowtarzalna [Hecate]
Rodzina: Długo by wyliczać, ale nie będę skąpić i tych informacji:
    - potomstwo: Rezzeraugh, Shadow, Dave || Helios, Nike, Bloody || Hersilia [m. Hecate]
    Horror i Evarist [m. Fascine].
    - siostry: Sumitha, Raspberry.
    - wnuki: Immortal, Lex, Destroid, Finish || Sadness, Treisa, Crowds || Howling, Devil || Lacoudhir, Azurro, Senrisee, Reitrenna, Marduk.
    - prawnuki: Hell, Scared, Valixy, Venus.
Przyjaciele: Jesteście jak promień światła, rozpraszający mroki mojej samotności.
    Czarny Kieł, Angie, Hecate, Shadow, Fascine, Banana Oil - dzięki wam życie nabiera sensu.
Ekwipunek: Ostre kły i pazury.
    Upadam, topię się, wciąż głębiej i bezpowrotnie
    Dławię się, młócę ciałem wodę która ciężarem przygniata,
    zapadam się wciąż głębiej w czeluści oceanu
    Krzyczę, wołam, niech ktoś mnie uratuje, lub zabije teraz
    Wyciągam dłoń z nadzieją, wzywam kogoś, na próżno




 
 
Libertá
Samiec Alfa



SAMIEC
: Dorosły
: Powietrza
: 100
: 100
: 100
: 50R
: Fiolka zapachowa; Torba przewieszona przez grzbiet
Posty: 96
Wysłany: 2016-04-21, 22:40   

Podążając za wszystkimi Libertá cały czas trzymał się niedaleko plateado. I wszystko byłoby ładnie i pięknie gdyby nie te dziwne drgania w powietrzu które dało się wyczuć. Zieloni zapewne mogli poczuć to poprzez drgania ziemi, ale on jak i zapewne lluvia mogli wyczuć ten dziwny "napór" powietrza. To było takie uczucie jak gdyby ktoś ciskał powietrze w ich stronę. Jak się niedługo później okazało nie było w tym nic dziwnego, ponieważ w ich kierunku zmierzała ogromna fala wody. I żeby było ciekawiej byli w wąwozie, więc nie było drogi ucieczki. Co prawda on i plateado mogliby wzbić się w powietrze, ale nie wiedział czy lluvia zdążyła by tak szybko wzbić się w górę. Poza tym, co stałoby się wtedy z resztą towarzyszy? Starając się zachować jak najwięcej zimnej krwi Libertá spokojnie czekał na reakcje pozostałych. I jak można się było tego spodziewać Havoc zareagował dość szybko. To było tchórzliwe z jego strony "chować się za plecami innych", ale tym razem nie miał wyboru. Gdy nad nimi pojawiła się czarna kopuła, Liber w głębi duszy głośno odetchnął. Jednak nie był to żaden czas na świętowanie. Alfa cienistych wraz ze swoimi poddanymi musieli mieć teraz kawał niezłej roboty do wykonania i z pewnością kosztowało ich to trochę siły. Jednakże jak sobie właśnie powietrzny uświadomił, w końcu chyba i jego pomoc się przyda. Jak dla niego, pierwsze braki powietrza dało się odczuć bardzo szybko. Liber poczuł nagłe zduszenie, a najmniejszy wdech powodował uczucie, jak gdyby wdychał piasek, który podrażnia mu gardło i w końcu wypełnia płuca odbierając mu resztki tlenu.
- plateado - Tylko tyle wydobyło się z jego pyska, jednak był przekonany że towarzyszka zrozumie o co mu chodzi. Zapewne gdyby się widzieli zrozumieliby się bez słów. No i w tej sytuacji nie był też w stanie więcej powiedzieć. Zamykając oczy najpierw skupił się na sobie. Wziął jeden z najboleśniejszych oddechów w życiu, po czym wypuszczając powietrze, przemieniał je w czysty tlen. Dopiero to pozwoliło mu poczuć się lepiej. Złożył skrzydła na grzbiecie i pewnie stawiając łapy na ziemi zaczął przemieniać dookoła siebie dwutlenek węgla w tlen. Przy tak małej przestrzeni i tylu osobnikach była to ciężka robota, ponieważ każdy z nich zużywał duże ilości tlenu. Jego wysiłek był tym większy im bardziej starał się odciążyć plateado. Był w stanie wytrzymać więcej niż ona, a ponieważ nie wiedział ile to potrwa starał się nie nadwyrężać stanu podopiecznej.
 
 
 
plateado lluvia
Wietrzna Aura



SAMICA
: Dorosły
: Powietrza
: 100
: 50
: 100%
: 50
Posty: 52
Wysłany: 2016-04-24, 19:07   
   Multikonta: Kise, Hersilia


Co za okropność. Było niesamowicie sztywno. Chociaż "niesamowicie" to raczej średnie określenie w przypadku czegoś negatywnego, prawda? Ale nie to jest teraz ważne. plateado lluvia wyraźnie odczuwała tę coraz cięższą atmosferę. Hej, bo w końcu dlaczego wszyscy odsunęli się od samotnika? W końcu też jest wilkiem, prawda? Przecież nie muszą traktować go jak intruza. Wadera chciała już coś zmienić, jednak na chęciach się zakończyło, ponieważ coś w powietrzu wyraźnie zaczynało się zmieniać. I nie, tutaj nie chodziło o atmosferę między wilkami. Spojrzała z niepokojem na Libertę. On chyba również to wyczuwał. Rozpostarła swoje skrzydła, sama nie wiedziała po co - po to, by sprawdzić, co takiego się wydarzyło czy po to, by w razie czego szybko uciec. Cóż. Okazało się, że nie skorzysta z żadnej z tych opcji, bo jej oczom ukazała się wielka fala. Złożyła skrzydła. Na nic się nie przydadzą, nie całej grupie. Spojrzała z powątpiewaniem na Wodnistych, potem na Havoca, następnie odszukała wzrokiem Zielonych. I wtedy pojawił się cień. Początkowo spanikowała. Od razu w jej głowie pojawiła się wizja braku jej żywiołu, braku powietrza. Zamknęła na chwilę oczy, wzięła głęboki wdech, potem następny. Czuła, że jeden wilk jest na drugim, że jeszcze trochę i nie będą mieli czym oddychać. Czuła bicie swego serca. I usłyszała Libertę. No, tak. Jak mogła o tym nie pomyśleć. Wzięła bolący wdech, by za chwilę dostarczyć do kopuły tlen. Wspaniale. Ale... to żmudna praca, prawda? Ile tutaj było wilków? Dużo. Ten tlen będzie kończyć się błyskawicznie.
- Liberta... - zaczęła niepewnie, nie do końca wiedząc, czy jej pomysł nie jest absurdalny. - Może spróbowalibyśmy zrobić swojego rodzaju maski tlenowe? W innym przypadku możemy nie dać rady... - na jej pysku pojawił się grymas. - Pójdę na drugi koniec kopuły, tamci mają gorszy "dostęp" do tlenu.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Przepchnęła się na sam koniec, zajmując miejsce obok samotnika. Uśmiechnęła się do niego. Może kiepski moment na pokazanie mu, że nie wszyscy go traktują jak śmiecia, ale kto mógł przewidzieć, że sytuacja tak dynamicznie się zmieni?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group